wtorek, 25 Wrzesień 2018
HotMoney

Ruszył proces Volkswagena. Czy będą odszkodowania dla akcjonariuszy?

logo Volkswagena

W tym miesiącu ruszył wreszcie proces w sprawie afery paliwowej w Volkswagenie. Jakie są szanse na to, że winni poniosą konsekwencje? I czy akcjonariuszom zostaną wynagrodzone straty?

Kto skarży Volkswagena?

O aferze paliwowej w Volkswagenie wiele się mówiło swego czasu. W największym skrócie chodzi o to, że koncern ten dopuszczał się manipulacji wynikami pomiarów emisji z układu wydechowego.

Od tamtej pory minęło już sporo czasu, teraz jednak sprawa znów jest na ustach wszystkich, bo 10 września przed wyższym sądem krajowym w Brunszwiku rozpoczął się proces precedensowy, od którego zależy, czy akcjonariuszom, którzy z powodu afery paliwowej stracili na akcjach Volkswagena, zostaną przyznane odszkodowania.

Mamy tu do czynienia z pozwem zbiorowym. Głównym skarżącym jest towarzystwo inwestycyjne grupy kas oszczędnościowo-pożyczkowych Deka, ale skargę wniosło ponad tysiąc innych instytucji oraz osób prywatnych. Zadośćuczynienie za poniesione straty, jakiego żądają, to – po zsumowaniu – 9 mld euro.

Ile konkretnie kto stracił na aferze paliwowej, zależy od tego, w jakim czasie nabył akcje Vokswagena. Pracujący dla Deki adwokaci do swoich obliczeń strat przyjęli końcowy kurs akcji z dnia 17 września 2015 roku. Dlaczego wybrano akurat tę szczególną datę? Ponieważ właśnie następnego dnia EPA czyli Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska, ujawniła aferę.

Od tego momentu do 22 września, kiedy to sam Volkswagen poinformował o tej aferze giełdę, kurs akcji zwykłych spadł o 56,20 euro, natomiast uprzywilejowanych w jeszcze większym stopniu, bo o 61,80 euro. Andreas Tip, adwokat reprezentujący Dekę w tym sporze, chciałby zaskarżyć same straty procentowe, bez uwzględniania faktu, czy akcjonariusze rzeczywiście ponieśli straty na skutek sprzedaży akcji, czy też zatrzymali je mimo spadku wartości.

Szczegóły afery paliwowej

Adwokaci nie zamierzają jednak odwoływać się jedynie do daty 18 września 2015. Ich zdaniem zdarzenia istotniejsze z punktu widzenia sprawy, miały miejsce kilka lat wcześniej, w kwietniu 2008 roku. To wtedy zarząd Volkswagena miał sobie zdać sprawę, że redukcja szkodliwych związków w spalinach do poziomu, jaki jest wymagany przez nowe przepisy, leży poza zasięgiem jego możliwości.

To był moment, kiedy koncern, gdyby chciał postępować w sposób uczciwy, powinien powiadomić o tym fakcie rynek kapitałowy. Tymczasem zam

iast tego Vokswagen wystąpił o homologację silnika wyposażonego w niedozwolone oprogramowanie, które pozwalało na manipulację wynikami testu czystości spalin.

To jeszcze nie był koniec nieczystej gry Volkswagena. Od marca 2014 roku koncern podejmował wszelkie wysiłki, aby zatuszować ustalenia ICCT, czyli Międzynarodowej Rady Czystego Transportu, z których wynikało, że sporo spośród modeli samochodów tej marki nie spełnia norm dotyczących czystości spalin.

Sam koncern broni się niewiedzą. Decyzję o zainstalowaniu przekłamującego oprogramowania podjąć mieli menedżerowie ze średniego szczebla zarządzania, a sam zarząd dowiedział się o wszystkim dopiero 18 września 2015 roku, nie może więc ponosić odpowiedzialności za spadek kursu akcji.

Proces docelowo ma potrwać do 10 grudnia, a wyrok może zapaść w przyszłym roku. Już teraz jednak wiele wskazuje, że na tym się nie skończy i sprawa może znaleźć swój finał przed Federalnym Trybunałem Sprawiedliwości.

udostępnij: