wtorek, 28 kwietnia 2026
HotMoney

Ruszył proces Volkswagena. Czy będą odszkodowania dla akcjonariuszy?

Adam Leszkiewicz 2018-09-12 Firma, Gospodarka, Motoryzacja, News, Pokazali w TV, Prawo Możliwość komentowania Ruszył proces Volkswagena. Czy będą odszkodowania dla akcjonariuszy? została wyłączona
logo Volkswagena

W tym miesiącu ruszył wreszcie proces w sprawie afery paliwowej w Volkswagenie. Jakie są szanse na to, że winni poniosą konsekwencje? I czy akcjonariuszom zostaną wynagrodzone straty?

Sprawa sądowa przeciw koncernowi

O aferze paliwowej w Volkswagenie wiele się mówiło swego czasu. W największym skrócie chodzi o to, że koncern ten dopuszczał się manipulacji wynikami pomiarów emisji z układu wydechowego.

Od tamtej pory minęło już sporo czasu, teraz jednak sprawa znów jest na ustach wszystkich, bo 10 września przed wyższym sądem krajowym w Brunszwiku rozpoczął się proces precedensowy, od którego zależy, czy akcjonariuszom, którzy z powodu afery paliwowej stracili na akcjach Volkswagena, zostaną przyznane odszkodowania.

Mamy tu do czynienia z pozwem zbiorowym. Głównym skarżącym jest towarzystwo inwestycyjne grupy kas oszczędnościowo-pożyczkowych Deka, ale skargę wniosło ponad tysiąc innych instytucji oraz osób prywatnych. Łączna kwota żądanego zadośćuczynienia za poniesione straty wynosi 9 mld euro — wartość odpowiadająca całorocznym obrotom średniej wielkości koncernu motoryzacyjnego.

Metodologia wyliczenia strat akcjonariuszy

Ile konkretnie kto stracił na aferze paliwowej, zależy od tego, w jakim czasie nabył akcje Volkswagena. Pracujący dla Deki adwokaci do swoich obliczeń strat przyjęli końcowy kurs akcji z dnia 17 września 2015 roku. Dlaczego wybrano akurat tę szczególną datę? Ponieważ właśnie następnego dnia EPA czyli Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska, ujawniła aferę.

zobacz także:  Związkowcy domagają się wyższych wynagrodzeń!

Od tego momentu do 22 września, kiedy to sam Volkswagen poinformował o tej aferze giełdę, kurs akcji zwykłych spadł o 56,20 euro, natomiast uprzywilejowanych w jeszcze większym stopniu, bo o 61,80 euro. Andreas Tip, adwokat reprezentujący Dekę w tym sporze, chciałby zaskarżyć same straty procentowe, bez uwzględniania faktu, czy akcjonariusze rzeczywiście ponieśli straty na skutek sprzedaży akcji, czy też zatrzymali je mimo spadku wartości.

Takie podejście może mieć daleko idące konsekwencje dla przyszłych procesów tego typu. W razie uznania tej argumentacji przez sąd, prawo do zadośćuczynienia mogliby uzyskać także ci inwestorzy, którzy formalnie nie zrealizowali straty poprzez sprzedaż akcji, ale których portfel inwestycyjny został uszczuplony wskutek działań koncernu. Precedens ten zmieniłby całkowicie podejście sądów do roszczeń inwestorów — wystarczyłby sam fakt posiadania akcji w momencie ujawnienia nadużycia, niezależnie od późniejszych decyzji o ich sprzedaży lub zatrzymaniu.

Mechanizm manipulacji spalinami

Adwokaci nie zamierzają jednak odwoływać się jedynie do daty 18 września 2015. Ich zdaniem zdarzenia bardziej znaczące z punktu widzenia sprawy miały miejsce kilka lat wcześniej, w kwietniu 2008 roku. To wtedy zarząd Volkswagena miał sobie zdać sprawę, że redukcja szkodliwych związków w spalinach do poziomu, jaki jest wymagany przez nowe przepisy, leży poza zasięgiem jego możliwości technicznych.

Moment podjęcia decyzji o zatuszowaniu problemu

To był moment, kiedy koncern, gdyby chciał postępować w sposób uczciwy, powinien powiadomić o tym fakcie rynek kapitałowy. Tymczasem zamiast tego Volkswagen wystąpił o homologację silnika wyposażonego w niedozwolone oprogramowanie, które pozwalało na manipulację wynikami testu czystości spalin.

zobacz także:  Ile kosztuje porada prawna w sprawie rozwodu? Koszty pomocy prawnej w czasie rozwodu

Oprogramowanie działało w ten sposób, że rozpoznawało warunki testowe — położenie pojazdu na hamowni, specyficzny profil prędkości — i w tych okolicznościach aktywowało pełny system oczyszczania spalin. W normalnej eksploatacji drogowej system ten był wyłączany lub działał z mocno ograniczoną wydajnością, co pozwalało osiągać lepsze parametry spalania i mocy silnika kosztem wielokrotnie wyższej emisji tlenków azotu — niekiedy przekraczającej normy nawet czterdziestokrotnie.

Próby zatuszowania ustaleń niezależnych badaczy

To jeszcze nie był koniec nieczystej gry Volkswagena. Od marca 2014 roku koncern podejmował wszelkie wysiłki, aby zatuszować ustalenia ICCT, czyli Międzynarodowej Rady Czystego Transportu, z których wynikało, że sporo spośród modeli samochodów tej marki nie spełnia norm dotyczących czystości spalin. Wewnętrzne dokumenty koncernu wskazują na świadome opóźnianie publikacji wyników testów drogowych oraz próby podważenia metodologii pomiarowej zastosowanej przez niezależnych badaczy.

Sam koncern broni się niewiedzą. Decyzję o zainstalowaniu przekłamującego oprogramowania podjąć mieli menedżerowie ze średniego szczebla zarządzania, a sam zarząd dowiedział się o wszystkim dopiero 18 września 2015 roku, nie może więc ponosić odpowiedzialności za spadek kursu akcji.

Argumentacja ta jest jednak słaba w świetle dokumentów, które strona powodowa zamierza przedstawić. Jeśli uda się udowodnić, że zarząd miał wiedzę o problemie już w 2008 roku, odpowiedzialność koncernu stanie się niemal pewna. W tym kontekście nie bez znaczenia są również zeznania byłych pracowników działu rozwoju, którzy w toku wcześniejszych postępowań przyznali, że problem był powszechnie znany w strukturach technicznych firmy. Część inżynierów wskazywała wprost na regularnie odbywane spotkania, podczas których omawiano kwestię niemożności spełnienia norm emisji bez użycia dodatkowego oprogramowania.

zobacz także:  Jak założyć fundację? Ile kosztuje założenie fundacji?

Perspektywy czasowe rozstrzygnięcia

Proces docelowo ma potrwać do 10 grudnia, a wyrok może zapaść w przyszłym roku. Już teraz jednak wiele wskazuje, że na tym się nie skończy i sprawa może znaleźć swój finał przed Federalnym Trybunałem Sprawiedliwości. Niezależnie od instancji, która ostatecznie rozstrzygnie sprawę, czas oczekiwania na prawomocne rozstrzygnięcie może wydłużyć się o kolejne dwa do trzech lat — standardowy termin w tego typu skomplikowanych procesach gospodarczych.

Niezależnie od wyniku postępowania w Brunszwiku, precedens ten będzie miał fundamentalne znaczenie dla kształtu przyszłych roszczeń akcjonariuszy wobec spółek giełdowych w całej Unii Europejskiej. Dotychczas niemieckie sądy niechętnie przyznawały odszkodowania inwestorom powołującym się na zatajenie informacji przez zarządy — ten proces może tę praktykę odmienić. Prawnicy zajmujący się prawem rynków kapitałowych wskazują, że zmiana ta może zachęcić do składania pozwów w innych sprawach, w których inwestorzy podejrzewają ukrywanie przez zarządy informacji wpływających na wycenę akcji.