3 października 2018 roku, na wniosek Prokuratury Regionalnej w Warszawie, pracownicy Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali siedem kolejnych osób powiązanych z działalnością spółki GetBack. Wśród zatrzymanych znalazł się wiceprezes GetBack, dyrektor zarządzający, dyrektor obszaru windykacji oraz prokurent spółki. Jedną z najbardziej zaskakujących okoliczności jest obecność wśród aresztowanych właściciela warszawskiej kancelarii komorniczej, co wskazuje na możliwe szersze powiązania w systemie egzekucji należności.
W ramach prowadzonych działań śledczych liczba zatrzymanych wzrosła już do dziewiętnastu osób. Co więcej, dochodzenie ujawnia coraz to nowe wątki, pokazując skalę nieprawidłowości. Według ustaleń prokuratorów, w nadużycia zaangażowane są całe sieci współpracujących ze sobą spółek, które uczestniczyły w procederze wprowadzania w błąd obligatariuszy oraz instytucji nadzorczych.
Agnieszka Zabłocka-Konopka, rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Warszawie, poinformowała, że zatrzymanym osobom zostaną przedstawione zarzuty nadużycia zaufania w obrocie gospodarczym, co grozi karą pozbawienia wolności do lat ośmiu. Dodatkowo rozważane są zarzuty przekroczenia uprawnień przez osoby pełniące funkcje kierownicze oraz składania fałszywych oświadczeń.
Przebieg śledztwa dotyczącego spółki windykacyjnej
Pierwsze wątpliwości dotyczące funkcjonowania GetBacku na Giełdzie Papierów Wartościowych zgłosiła Komisja Nadzoru Finansowego. Na jej wniosek GPW zawiesiła obrót akcjami spółki. Bezpośrednim powodem była informacja podana przez zarząd GetBacku o prowadzeniu zaawansowanych negocjacji z PKO BP oraz Polskim Funduszem Rozwoju w sprawie dodatkowego finansowania rzędu kilkuset milionów złotych.
Reakcja była natychmiastowa — zarówno PKO BP, jak i PFR zdecydowanie zaprzeczyły prowadzeniu jakichkolwiek rozmów z zarządem GetBacku. To wywołało alarm w regulatorze rynku. KNF oskarżyło spółkę o próbę zatajenia rzeczywistej sytuacji finansowej, a konkretnie — unikanie podania realnej wyceny posiadanych pakietów wierzytelności, które stanowiły podstawę aktywów firmy.
W kwietniu 2018 roku Prokuratura Regionalna w Warszawie wszczęła oficjalne śledztwo. W jego ramach przesłuchano kilkadziesiąt osób — zarówno z wewnątrz spółki, jak i współpracujących firm windykacyjnych oraz instytucji finansowych. Zabezpieczono rozległą dokumentację papierową, dane elektroniczne z serwerów oraz korespondencję mailową kluczowych menedżerów. Do momentu zatrzymań z 3 października funkcjonariusze aresztowali już dziewiętnaście osób, w tym byłego prezesa GetBacku Konrada K. oraz wiceprezes Annę P., którzy według prokuratury odegrali kluczową rolę w organizowaniu procederu.
Mechanizm manipulacji informacjami
Śledztwo wykazało, że zarząd GetBacku przez dłuższy czas stosował manipulację dotyczącą wartości wierzytelności w portfelu spółki. Wycena aktywów była zawyżana, co pozwalało utrzymywać pozornie stabilną kondycję finansową firmy na papierze. Praktyka ta miała na celu nie tylko uspokojenie obligatariuszy, ale również przyciągnięcie nowych inwestorów, którzy wierzyli w rozwój spółki windykacyjnej na podstawie nieprawdziwych danych.
Dodatkowo ujawniono podejrzane powiązania między GetBackiem a firmami, którym spółka odsprzedawała część pakietów wierzytelności — często po cenach znacznie odbiegających od wartości rynkowej. Transakcje te miały na celu sztuczne poprawianie wyników finansowych w poszczególnych kwartałach. Dokumentacja zabezpieczona przez śledczych wskazuje, że niektóre z transakcji zawierały kowenanty finansowe nieproporcjonalne do wartości sprzedawanych pakietów, co dodatkowo utrudniało weryfikację uczciwości tych umów.
Wpływ afery na rynek obligacji korporacyjnych
GetBack, będąc spółką publiczną, której papiery dłużne trafiły do szerokiego grona inwestorów indywidualnych, negatywnie wpłynął na kondycję całego segmentu długu korporacyjnego. Pierwszy sygnał ostrzegawczy pojawił się, gdy firma nie była w stanie wykupić obligacji od funduszu Quercus — wartość zadłużenia wobec tego podmiotu wynosiła zaledwie 5,5 mln złotych. Zaniepokoiło to rynek, ponieważ spółka dysponująca aktywami przekraczającymi dwa miliardy złotych nie potrafiła obsłużyć stosunkowo niewielkiego zobowiązania.
To zdarzenie wywołało reakcję łańcuchową wśród innych obligatariuszy, którzy ulokali swoje środki w papierach dłużnych GetBacku. Inwestorzy masowo zaczęli dochodzić swoich praw, domagając się wcześniejszego wykupu obligacji lub wyjaśnień dotyczących faktycznej sytuacji finansowej firmy.
Utrata zaufania inwestorów indywidualnych
Konsekwencje afery GetBacku dotknęły nie tylko tę konkretną spółkę, ale cały segment obligacji korporacyjnych skierowanych do nieprofesjonalnych inwestorów. Znacząco spadło zaufanie do instrumentów dłużnych emitowanych przez podmioty spoza sektora bankowego. Inwestorzy, często osoby fizyczne poszukujące lepszego oprocentowania niż w lokatach bankowych, zaczęli masowo wycofywać środki z funduszy obligacji korporacyjnych.
Obserwowano także gwałtowny spadek liczby emisji publicznych kierowanych bezpośrednio do klientów detalicznych. Firmy, które planowały pozyskać kapitał na rozwój poprzez emisję obligacji, musiały zmienić strategię finansowania lub skierować swoje papiery wyłącznie do inwestorów instytucjonalnych. Część emitentów zdecydowała się na alternatywne formy finansowania — kredyty bankowe lub emisje prywatne z ograniczonym kręgiem nabywców.
Wzrost kosztów pozyskania kapitału
Spółki, które zdecydowały się kontynuować emisje obligacji dla szerokiego kręgu odbiorców, musiały znacząco zwiększyć oferowane oprocentowanie, aby w ogóle zainteresować potencjalnych nabywców. W wielu przypadkach koszt obsługi długu wzrósł o kilka punktów procentowych, co bezpośrednio przełożyło się na rentowność prowadzonej działalności. Równocześnie, aby zminimalizować ryzyko postrzegane przez inwestorów, emitenci skracali okres zapadalności obligacji — zamiast standardowych trzech czy pięciu lat, emitowano papiery z terminem dwuletnim lub nawet rocznym.
Konsekwencją tych zmian była też większa selektywność podmiotów decydujących się na inwestycje w obligacje korporacyjne. Zwiększyła się rola profesjonalnej analizy finansowej oraz dokładniejsze sprawdzanie kondycji emitentów przed podjęciem decyzji inwestycyjnej. Jednocześnie regulator rynku — Komisja Nadzoru Finansowego — zaostrzyła wymogi informacyjne wobec spółek emitujących papiery dłużne, aby zapobiec powtórzeniu się scenariusza podobnego do afery GetBacku. Wzmożona kontrola dotyczyła zwłaszcza spółek windykacyjnych oraz podmiotów operujących na rynku wierzytelności, które dotychczas korzystały z mniej rygorystycznych standardów raportowania.







