wtorek, 16 Październik 2018
HotMoney

Najczęstsze triki sprzedawców samochodów – na co najłatwiej dasz się nabrać!

zdezelowany garbus

„Paaanie, lepszego pan nie znajdziesz! Niemiec płakał, jak sprzedawał.” Wszyscy chyba zdajemy sobie sprawę, że do słów sprzedawców samochodów powinniśmy podchodzić z dużym dystansem. Niestety niektórzy z nich nie ograniczają się do takiego koloryzowania, lecz stosują różne nieczyste zagrywki, byle tylko opchnąć ci jakiś złom. Co robić, żeby nie dać się złapać na ich sztuczki? Jakie pułapki najczęściej zastawiają nieuczciwi sprzedawcy?

Cofanie licznika

Klasyka! To proceder tak powszechny, że już do niego właściwie przywykliśmy. Skala zjawiska jest porażająca. No bo jakże to – nie poprawić przebiegu? Przecież klient tego właśnie oczekuje! A jeśli cyferki na liczniku nie będą zachęcające, to jeszcze się zniechęci i sobie pójdzie, a do tego nie można dopuścić!

Przykra sprawa jest taka, że my, czyli klienci, dajemy się na to nabierać jak ostatni naiwniacy, a handlarz-kanciarz może w prosty sposób uniknąć wszelkich konsekwencji swojego oszustwa. W jaki sposób? Już wyjaśniamy! Otóż samo cofnięcie licznika w świetle prawa nie jest przestępstwem. Nie jest nawet wykroczeniem. Nie pociąga za sobą żadnych prawnych reperkusji. Według przepisów oszustwem jest wprowadzanie nabywcy w błąd co do przebiegu.

Zaraz, ale czy to nie to samo? Czy cofnięcie licznika nie jest wprowadzaniem w błąd? No niby jest. Ale spróbuj to udowodnić w sądzie! Wystarczy, że sprzedawca w umowie nie wpisze przebiegu albo zaznaczy, że to jedynie odczytany stan licznika – i już! Jest bezpieczny, nie można go pociągnąć do odpowiedzialności.

Co zrobić, by nie paść ofiarą takiego oszustwa? Tak całkowicie nie można mieć pewności, że się przed tym ustrzeżesz, ale możesz zmniejszyć ryzyko. Zwracaj więc uwagę nie tylko na to, co widnieje na liczniku. Sprawdź przebieg w dokumentacji serwisowej, na wydrukach z przeglądów i w internetowych bazach danych.

Wymiana elementów

Kiedy już poprawi się wskazania licznika, okazuje się często, że stopień zużycia wnętrza wozu nijak do tego nowego, lepszego przebiegu nie chce pasować. Trzeba więc odpowiednio je przystosować poprzez naprawę albo wręcz wymianę zużytych elementów. Nowa gałka dźwigni zmiany biegów? Proszę bardzo! Nowe gumki na pedały? Już się robi! Często obszywa się też na nowo kierownicę. Dlatego, jeśli licznik pokazuje niski przebieg, sprawdź, czy skóra na kierownicy jest nie tylko nowa, ale i oryginalna.

auto powypadkowe

Podrabianie dokumentacji

Ciężki jest los sprzedawcy samochodów, oj ciężki! Samochód z pełną historią serwisową jest wart więcej niż taki, który tego typu dokumentacji nie posiada. Co więc zrobić, kiedy ma się na sprzedaż auto bez książki serwisowej? Albo co gorsza takie, którego historia serwisowania nie przedstawia się zbyt zachęcająco? Ano, można dokumentację sfałszować! Żaden problem! Niewypełnione książki można kupić bez większych kłopotów, chociażby na portalach aukcyjnych. Wypełnienie tych niezapisanych stron, łącznie z podrobieniem pieczątek to nie jest duże wyzwanie dla zdolnego sprzedawcy.

Tak to wygląda z jego perspektywy, a co ty, jako klient, powinieneś zrobić, aby nie wpaść w zastawione na ciebie sidła? Oczywiście wszystko jest w porządku, jeśli oprócz książki masz dostęp do faktur lub wydruków z przeglądów. A jeżeli ich zabraknie? To już jest sygnał ostrzegawczy. W takim wypadku zadzwoń do serwisu, do którego samochód rzekomo był oddawany i spróbuj się dowiedzieć, jak to było naprawdę.

Kupowanie „na Niemca”

Powszechna technika stosowana przez drobnych importerów samochodów z zagranicy, którzy wolą uniknąć formalności w polskich urzędach. Proponują oni nabywcy podpisanie umowy, w której są wpisane nie ich własne dane, lecz dane poprzedniego właściciela wozu.

Nie idź na taki układ! To jak kopanie pod sobą dołu! Prawdziwy sprzedawca w ten sposób de facto nie uczestniczy w transakcji, więc w razie wszelkich problemów, jakie wystąpią z autem, po prostu umyje ręce. Nie będzie się do kogo zwrócić z reklamacją. A poprzedni właściciel auta, ten, którego dane widnieją w umowie? Jaką masz pewność, że taka osoba w ogóle istnieje?

Jeżeli okaże się, że zaszły jakieś prawne nieprawidłowości, może się okazać, że nawet gdy wspomnianym „Niemcem” jest faktycznie istniejąca osoba, to jej podpis potrzebny do zawarcia umowy został podrobiony. W takim wypadku grozi ci zarzut fałszerstwa dokumentów. Uwierz, naprawdę nie potrzebujesz takich problemów.

udostępnij: