„Paaanie, lepszego pan nie znajdziesz! Niemiec płakał, jak sprzedawał.” Wszyscy chyba zdajemy sobie sprawę, że do słów sprzedawców samochodów powinniśmy podchodzić z dużym dystansem. Niestety niektórzy z nich nie ograniczają się do takiego koloryzowania, lecz stosują różne nieczyste zagrywki, byle tylko opchnąć ci jakiś złom. Co robić, żeby nie dać się złapać na ich sztuczki? Jakie pułapki najczęściej zastawiają nieuczciwi sprzedawcy?
- Cofnięcie licznika
- Wymiana zużytych elementów
- Podrobienie dokumentacji serwisowej
- Umowa na dane obcej osoby
Cofnięcie licznika
Klasyka! To proceder tak powszechny, że już do niego właściwie przywykliśmy. Skala zjawiska jest porażająca. No bo jakże to — nie poprawić przebiegu? Przecież klient tego właśnie oczekuje! A jeśli cyferki na liczniku nie będą zachęcające, to jeszcze się zniechęci i sobie pójdzie, a do tego nie można dopuścić!
Przykra sprawa jest taka, że my, czyli klienci, dajemy się na to nabierać jak ostatni naiwniacy, a handlarz-kanciarz może w prosty sposób uniknąć wszelkich konsekwencji swojego oszustwa. W jaki sposób? Już wyjaśniamy! Otóż samo cofnięcie licznika w świetle prawa nie jest przestępstwem. Nie jest nawet wykroczeniem. Nie pociąga za sobą żadnych prawnych reperkusji. Według przepisów oszustwem jest wprowadzanie nabywcy w błąd co do przebiegu.
Zaraz, ale czy to nie to samo? Czy cofnięcie licznika nie jest wprowadzaniem w błąd? No niby jest. Ale spróbuj to udowodnić w sądzie! Wystarczy, że sprzedawca w umowie nie wpisze przebiegu albo zaznaczy, że to jedynie odczytany stan licznika — i już! Jest bezpieczny, nie można go pociągnąć do odpowiedzialności.
Co zrobić, by nie paść ofiarą takiego oszustwa? Tak całkowicie nie można mieć pewności, że się przed tym ustrzeżesz, ale możesz zmniejszyć ryzyko. Zwracaj więc uwagę nie tylko na to, co widnieje na liczniku. Sprawdź przebieg w dokumentacji serwisowej, na wydrukach z przeglądów i w internetowych bazach danych. Porównaj stan techniczny pojazdu z deklarowanym kilometrażem — jeśli auto ma rzekomo 80 tysięcy kilometrów, a fotel kierowcy jest przetarty, gałka biegów wygładzona, a pedały pozbawione gumy, to coś tu nie gra.
Warto również zamówić profesjonalną ekspertyzę mechaniczną. Doświadczony mechanik potrafi ocenić rzeczywiste zużycie silnika, układu hamulcowego czy zawieszenia i określić, czy pasuje ono do wskazań licznika. Koszt takiej usługi to zazwyczaj kilkaset złotych, ale może uchronić cię przed zakupem auta z przebiegiem przekręconym o 100 czy 200 tysięcy kilometrów. Pojazd z cofniętym licznikiem niesie ze sobą jeszcze jedno ukryte zagrożenie — możesz kupić auto z przeterminowanymi wymianami płynów eksploatacyjnych (olej, rozrząd), co prowadzi do poważnych awarii i dodatkowych kosztów rzędu kilku tysięcy złotych.
Wymiana zużytych elementów
Kiedy już poprawi się wskazania licznika, okazuje się często, że stopień zużycia wnętrza wozu nijak do tego nowego, lepszego przebiegu nie chce pasować. Trzeba więc odpowiednio je przystosować poprzez naprawę albo wręcz wymianę zużytych elementów. Nowa gałka dźwigni zmiany biegów? Proszę bardzo! Nowe gumki na pedały? Już się robi! Często obszywa się też na nowo kierownicę. Dlatego, jeśli licznik pokazuje niski przebieg, sprawdź, czy skóra na kierownicy jest nie tylko nowa, ale i oryginalna.
Zwróć szczególną uwagę na konsystencję zużycia. Jeśli kierownica jest obszyта nową skórą, ale dywaniki są mocno wytarte, fotele mają zadrapania, a przyciski na desce rozdzielczej są wygładzone — to sygnał, że ktoś próbował zatuszować rzeczywisty przebieg. Sprawdź również nakładki progowe — jeśli są mocno przytarte, a licznik wskazuje niewielką liczbę kilometrów, powinieneś zadać sobie pytanie o prawdziwość odczytu.
Kolejnym tropem może być stan zawiasów drzwi i klapy bagażnika — nie da się ich łatwo wymienić, a zużycie mechanizmów zamykania jest proporcjonalne do intensywności użytkowania pojazdu. Jeśli zawiasy są poluzowane, a drzwi trzeba mocniej przytrzasnąć, to znak, że auto ma więcej kilometrów na koncie niż twierdzi sprzedawca.
Przyjrzyj się także szybom bocznym — oryginalne oznaczenia producenta zawierają datę produkcji. Jeśli wszystkie szyby są nowsze niż rocznik auta, być może pojazd brał udział w poważniejszej kolizji, o której sprzedawca ci nie wspomniał. Szczególnie podejrzana jest wymiana szyby czołowej w aucie rzekomo mało używanym — może to sugerować wcześniejsze uszkodzenia wymagające kosztownej naprawy karoserii.

Podrobienie dokumentacji serwisowej
Ciężki jest los sprzedawcy samochodów, oj ciężki! Samochód z pełną historią serwisową jest wart więcej niż taki, który tego typu dokumentacji nie posiada. Co więc zrobić, kiedy ma się na sprzedaż auto bez książki serwisowej? Albo co gorsza takie, którego historia serwisowania nie przedstawia się zbyt zachęcająco? Ano, można dokumentację sfałszować! Żaden problem! Niewypełnione książki można kupić bez większych kłopotów, chociażby na portalach aukcyjnych. Wypełnienie tych niezapisanych stron, łącznie z podrobieniem pieczątek to nie jest duże wyzwanie dla zdolnego sprzedawcy.
Tak to wygląda z jego perspektywy, a co ty, jako klient, powinieneś zrobić, aby nie wpaść w zastawione na ciebie sidła? Oczywiście wszystko jest w porządku, jeśli oprócz książki masz dostęp do faktur lub wydruków z przeglądów. A jeżeli ich zabraknie? To już jest sygnał ostrzegawczy. W takim wypadku zadzwoń do serwisu, do którego samochód rzekomo był oddawany i spróbuj się dowiedzieć, jak to było naprawdę.
Weryfikacja autentyczności książki serwisowej wymaga szczegółowej analizy. Przyjrzyj się jakości wydruków pieczątek — podrobione często mają niewyraźne krawędzie lub błędy w logotypach. Sprawdź, czy daty wpisów są chronologiczne i czy odstępy pomiędzy kolejnymi przeglądami mają sens — standardowy interwał serwisowy to 15–30 tysięcy kilometrów lub rok czasu, w zależności od producenta.
Możesz również poprosić o numery VIN na fakturach i porównać je z numerem nadwozia pojazdu, który oglądasz. Niezgodność to oczywista oznaka fałszerstwa. Jeśli sprzedawca nie chce podać kontaktu do serwisu lub tłumaczy się, że „warsztat już nie istnieje” — traktuj to jako czerwoną flagę. Rzetelny właściciel nie ma problemu z ujawnieniem takiej informacji.
Warto także zwrócić uwagę na spójność pisma ręcznego w książce serwisowej. Jeśli wszystkie wpisy zostały wykonane jednym charakterem pisma, a rzekomo pochodzą z różnych warsztatów — to prawie pewny znak podróbki. Autentyczne wpisy różnią się stylem pisma, rodzajem długopisu, a nawet naciskiem.
Umowa na dane obcej osoby
Powszechna technika stosowana przez drobnych importerów samochodów z zagranicy, którzy wolą uniknąć formalności w polskich urzędach. Proponują oni nabywcy podpisanie umowy, w której są wpisane nie ich własne dane, lecz dane poprzedniego właściciela wozu.
Nie idź na taki układ! To jak kopanie pod sobą dołu! Prawdziwy sprzedawca w ten sposób de facto nie uczestniczy w transakcji, więc w razie wszelkich problemów, jakie wystąpią z autem, po prostu umyje ręce. Nie będzie się do kogo zwrócić z reklamacją. A poprzedni właściciel auta, ten, którego dane widnieją w umowie? Jaką masz pewność, że taka osoba w ogóle istnieje?
Jeżeli okaże się, że zaszły jakieś prawne nieprawidłowości, może się okazać, że nawet gdy wspomnianym „Niemcem” jest faktycznie istniejąca osoba, to jej podpis potrzebny do zawarcia umowy został podrobiony. W takim wypadku grozi ci zarzut fałszerstwa dokumentów. Uwierz, naprawdę nie potrzebujesz takich problemów.
Co więcej, w przypadku ukrytych wad technicznych lub obciążeń prawnych (np. niespłacony kredyt, zastawiony pojazd) będziesz miał ogromny problem z dochodzeniem swoich praw. Umowa kupna-sprzedaży powinna zawsze zawierać dane osoby, która fizycznie przekazuje ci auto i pobiera od ciebie pieniądze. Tylko wtedy masz szansę skutecznie dochodzić roszczeń w przypadku oszustwa.
Pamiętaj również, że rejestracja pojazdu na podstawie takiej umowy może być niemożliwa — urząd może zażądać dodatkowych dokumentów potwierdzających ciągłość własności, a ich brak uniemożliwi ci legalne poruszanie się autem po drogach. W skrajnych przypadkach możesz zostać oskarżony o posiadanie pojazdu o nieustalonej dokumentacji, co wiąże się z mandatem i konfiskatą auta.
Zawsze wymagaj, aby umowę podpisywała osoba, która faktycznie sprzedaje ci samochód, i sprawdź jej tożsamość na podstawie dowodu osobistego. Jeśli pośrednik tłumaczy, że „tak będzie łatwiej” lub „zaoszczędzisz na podatkach” — uciekaj. Żadna oszczędność nie jest warta ryzyka utraty pieniędzy i problemów z prawem. Warto również sfotografować dowód osobisty sprzedawcy przed podpisaniem umowy — w razie sporu będziesz miał dodatkowy materiał dowodowy. Pamiętaj, że uczciwy sprzedawca nigdy nie będzie miał problemu z ujawnieniem swoich danych.







