czwartek, 18 Październik 2018
HotMoney

Praca za rajstopy… czyli jak nieuczciwi pracodawcy płacą pracownikom?

rajstopy w sklepie

Zarobki w Polsce często pozostawiają wiele do życzenia. Za pensję minimalną trudno się usamodzielnić – nie dziwi, że młodzi ludzie wyjeżdżają za granicę w poszukiwaniu lepszych zarobków. Gdy przychodzi do wypłaty wynagrodzeń za pracę, nie brakuje niestety pracodawców, którzy podchodzą do sprawy nieuczciwie i robią wszystko, by jak najbardziej zaoszczędzić, przez co praca zmienia się tak naprawdę w formę wyzysku.

Wypłata w rajstopach

Na jednej z polskich uczelni zostało swego czasu zorganizowane spotkanie, podczas którego przedstawiciele dużej firmy, zajmującej się produkcją rajstop, zachęcali studentów, by wstępowali w szeregi pracowników ich przedsiębiorstwa i związali z nim swoją zawodową przyszłość. Niby wszystko w porządku – studenci często nie mają jasno wyklarowanego planu na rozwój czy nawet sam start swojej zawodowej kariery, więc są otwarci na propozycje i ciekawe oferty.

Powinni więc docenić, że reprezentanci dużej, poważnej firmy, poświęcają im czas, by przedstawić ofertę i zachęcić do podjęcia pracy. Ba, powinni też sami poczuć się docenieni, widząc, że firma licząca się na rynku werbuje pracowników właśnie spośród nich. Same plusy, prawda?

Niestety, okazało się, że sprawa nie wygląda tak różowo, kiedy poruszono kwestię wynagrodzeń. Oferowana praca miała polegać na prowadzeniu facebookowego profilu spółki. Jakie wynagrodzenia może przysługiwać za pełnienie takich obowiązków? Jaka to może być kwota? Otóż okazało się, że… żadna. Zapłatą miały być wyroby firmy.

Praca w zamian za rajstopy? Świetny pomysł, naprawdę. Ale czy można nimi zapłacić rachunki, albo wymienić w sklepie na coś do jedzenia? Bo zorganizowanie sobie godziwego życia, kiedy wypłatę otrzymujemy pod postacią odzieży, może przedstawiać pewien problem, z czego najwyraźniej niektórzy pracodawcy nie do końca zdają sobie sprawę.

opróżnione kieszenie

Jak jeszcze nieuczciwi pracodawcy wykorzystują pracowników?

Ten przykład, jak i wiele innych z całego kraju (pewna agencja poszukiwała ludzi do pisania krótkich tekstów, oferując stawki 50 gr za tekst), pokazuje, że w kwestii wynagrodzeń i ogólnie podejścia pracodawcy do pracownika przekroczono już wszelkie granice. Oczywiście nie wszyscy pracodawcy są pozbawionymi skrupułów wyzyskiwaczami, nie sposób jednak oprzeć się wrażeniu, że nadużycia względem pracowników stały się już niemal zjawiskiem zachodzącym na masową skalę.

Niepłacenie na czas, zabieranie części pensji, zmuszanie do nadgodzin – to częste problemy, z którymi pracownicy muszą się spotykać ze strony swoich przełożonych. Pracodawcy mają też swoje metody, by obniżać składki wpłacane do ZUS. Zgodnie z przepisami prawa, zatrudnioną osobę trzeba zgłosić do ZUS przed upływem siedmiu dni od jej przyjęcia do pracy. Bywa jednak, że pracodawca się z tych zobowiązań nie wywiązuje. I wcale nie jest to rzadka praktyka – według inspektorów pracy takie nieprawidłowości mają miejsce nawet w co trzeciej firmie.

Jedna z metod obchodzenia przepisów polega na tym, że podpisuje się z pracownikiem umowę, w której wskazuje się niskie wynagrodzenie i umawia z nim, że resztę pensji wypłaci się mu do ręki. Oczywiście składki odprowadzane są nie od rzeczywistej wypłaty, lecz od sumy wskazanej w umowie. Ten akurat proceder spotyka się często z akceptacją samych pracowników, skuszonych myślą, że im mniejsza suma zostanie odprowadzona na ubezpieczenia i inne składki, tym więcej pieniędzy dostaną do ręki. Jest w tym pewien sens, ale z drugiej strony można by tu wytknąć rażący brak myślenia perspektywicznego.

udostępnij: