wtorek, 21 kwietnia 2026
HotMoney

Powrót podatku „bykowego” – czy single mają się czego bać?

Michał Fiszer 2018-08-10 News, Podatki, Polityka, Przepisy, Urząd Skarbowy Możliwość komentowania Powrót podatku „bykowego” – czy single mają się czego bać? została wyłączona
Zadumany mężczyzna w fotelu

O podatku „bykowym” znów zrobiło się głośno, a to za sprawą wypowiedzi sekretarza stanu z Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju – Artura Sobonia, który chętnie widziałby powrót takiej daniny na rzecz państwa. Czy faktycznie single i singielki znów będą musieli płacić za to, że nie mają dzieci?

Czym jest podatek „bykowy”?

Popularne „bykowe” było pobierane już w różnych odległych okresach historycznych i miało ono różne znaczenia, w tym także było karą za spłodzenie nieślubnego dziecka. W Polsce podatek ten pojawił się po II wojnie światowej i płacony był przez osoby, które nie miały dzieci, były niezamężne i nieżonate oraz miały powyżej 21. lub 25. roku życia (wiek zawyżono po 1956 roku).

„Bykowe” funkcjonowało w formie podwyższonego podatku dochodowego nawet o 20%. Co więcej, daninę płaciły także osoby, które pozostawały w małżeństwie od dwóch lat, ale nie miały dzieci. Mechanizm ten miał na celu zwiększenie dzietności w Polsce, choć jego skuteczność była dyskusyjna. Szczególnie dotkliwie obciążenie to odczuwały osoby o najniższych zarobkach – dla nich dodatkowe 20% oznaczało wymierną stratę w domowym budżecie.

Trudno określić, czy wpłynęło to na zwiększenie liczby urodzeń tylko po to, by nie płacić dodatkowej daniny, ale faktycznie w latach, kiedy pobierany był podatek rodziło się więcej dzieci. Wpływ na to jednak mógł mieć okres powojenny, kiedy pojawiła się w końcu nadzieja na normalne i bezpieczne życie. Wzrost urodzeń wynikał prawdopodobnie bardziej z przyczyn społecznych i demograficznych niż z bezpośredniego przymusu fiskalnego. Dodatkowo odbudowa kraju i propagandowe działania państwa promujące wielodzietność miały istotniejsze znaczenie niż sama groźba podatku.

zobacz także:  Polska branża budowlana w długach! Co jest przyczyną wzrostu zadłużenia branży budowlanej?

Czy „bykowe” ma sens współcześnie?

Nie wiadomo, czy podatek „bykowy” miałby dzisiaj sens, a to z kilku względów. Przede wszystkim przesuwa się wiek, w którym Polacy decydują się na ślub. Jest to warunkowane nie tylko psychiczną gotowością, ale także zwiększoną świadomością finansową lub mieszkaniową. Młode osoby coraz częściej analizują swoją sytuację materialną przed podjęciem decyzji o założeniu rodziny. W przypadku kredytów mieszkaniowych niskie dochody stanowią poważną barierę, co dodatkowo odkłada w czasie plany prokreacyjne.

Świadczenia 500+ nie przekonają osoby, która pobiera najmniejsze wynagrodzenie i mieszka w wynajmowanym mieszkaniu do tego, aby zdecydować się na dziecko. Z tego powodu tak poważne decyzje odkładane są na później, mówi się nawet o dojrzałym rodzicielstwie. Niepewność zatrudnienia, rosnące koszty utrzymania oraz wysokie ceny wynajmu mieszkań dodatkowo zniechęcają młodych ludzi do szybkiego zakładania rodzin. Coraz częściej młode pary analizują nie tylko bieżące koszty dziecka, ale również długofalowe wydatki związane z edukacją czy późniejszym usamodzielnieniem potomstwa.

Jeśli plany rządu co do wprowadzenia „bykowego” okazałyby się realne, mogłyby spotkać się ze sporym oporem nie tylko ludzi młodych, ale także tych, którzy nie chcą lub nie mogą mieć dzieci z różnych przyczyn, w tym medycznych. Problem niepłodności dotyka znacznej części par, a dodatkowe obciążenie podatkowe byłoby w ich przypadku szczególnie dotkliwe i niesprawiedliwe. Osoby, które przechodzą kosztowne leczenie niepłodności lub zmagają się z chorobami przewlekłymi, mogłyby zostać podwójnie ukarane – najpierw przez los, a następnie przez system fiskalny.

zobacz także:  Bursztyn na Mierzei Wiślanej, Trzęsienie ziemi w Indiach... - przegląd 23 kwiecień 2019

Współczesne badania demograficzne wskazują, że na decyzje prokreacyjne wpływają przede wszystkim czynniki ekonomiczne i dostęp do mieszkań, a nie groźba dodatkowych opłat. Wprowadzenie podatku „bykowego” mogłoby zatem okazać się nieskuteczne w osiągnięciu zamierzonego celu, jakim jest zwiększenie dzietności. Eksperci zwracają uwagę, że państwa o najwyższych wskaźnikach urodzeń w Europie opierają swoją politykę rodzinną na pozytywnych zachętach: dostępnych żłobkach, elastycznych formach zatrudnienia czy ulgach podatkowych dla rodziców.

Alternatywne rozwiązania problemów demograficznych

Zamiast kar finansowych, skuteczniejsze byłyby rozwiązania systemowe: programy mieszkaniowe dla młodych rodzin, dopłaty do opieki nad dziećmi czy elastyczne formy zatrudnienia umożliwiające godzenie pracy z rodzicielstwem. Kraje takie jak Francja czy Szwecja osiągnęły sukces demograficzny dzięki kompleksowemu wsparciu, a nie penalizacji osób bezdzietnych.

Kontrowersyjna wypowiedź Sobonia

O „bykowym” znów zrobiło się głośno za sprawą sekretarza stanu Artura Sobonia, który powiedział, że single powinni płacić „bykowe”, bo to skłoniłoby ich do założenia rodziny. Co ciekawe, powiedział to w ramach wypowiedzi o programie „Mieszkanie Plus”, jednak to nie ten temat zdominował media, a właśnie jedno zdanie o „bykowym”. Kontekst wypowiedzi – dotyczący trudności z dostępem do mieszkań – został całkowicie przesłonięty przez kontrowersyjną sugestię podatkową.

Jak tłumaczył, to jego prywatna opinia, a Prawo i Sprawiedliwość nie ma póki co planów odnośnie powrotu tego podatku. Wypowiedź spotkała się jednak z szeroką krytyką zarówno ze strony opozycji, jak i ekspertów, którzy zwracali uwagę na nieproporcjonalność takiego rozwiązania wobec współczesnych realiów społecznych i ekonomicznych. Organizacje pozarządowe zajmujące się prawami człowieka wskazywały na dyskryminujący charakter takiej daniny, szczególnie wobec osób z problemami zdrowotnymi czy par nieheteronormatywnych.

zobacz także:  Czy warto nadpłacać kredyt gotówkowy?

Kontrowersyjna sugestia Sobonia wywołała debatę na temat skuteczności fiskalnych narzędzi w polityce demograficznej. Większość ekonomistów zgadza się, że zachęty prokreacyjne powinny mieć formę wsparcia pozytywnego — takich jak ulgi podatkowe, dopłaty do żłobków czy programy mieszkaniowe — a nie kar nakładanych na osoby bezdzietne. Doświadczenia innych krajów jednoznacznie pokazują, że model oparty na penalizacji nie przynosi oczekiwanych rezultatów, a wręcz może prowadzić do wzrostu niezadowolenia społecznego.

Warto zauważyć, że w krajach zachodnich podobne pomysły były wielokrotnie odrzucane jako dyskryminujące wobec osób samotnych, par bezdzietnych oraz osób borykających się z problemami zdrowotnymi. Nowoczesna polityka rodzinna koncentruje się raczej na tworzeniu warunków sprzyjających rodzicielstwu niż na penalizowaniu jego braku. Wprowadzenie „bykowego” w XXI wieku byłoby krokiem wstecz w obszarze praw obywatelskich i mogłoby narazić Polskę na krytykę ze strony instytucji europejskich monitorujących przestrzeganie praw człowieka.

Reakcje społeczne i polityczne

Wypowiedź Sobonia zelektryzowała media społecznościowe, gdzie single i pary bezdzietne wskazywały na absurdalność pomysłu. Zwracano uwagę, że współczesne problemy demograficzne wymagają kompleksowych rozwiązań systemowych, a nie prostych – i niesprawiedliwych – narzędzi fiskalnych. Przedstawiciele partii opozycyjnych zapowiedzieli stanowczy sprzeciw wobec jakichkolwiek prób legislacyjnych zmierzających w tym kierunku.