wtorek, 21 Sierpień 2018
HotMoney

Prywatyzacja w Polsce, od kiedy, dlaczego tak dużo mówi się o prywatyzacji?

uściśnięcie dłoni

Prywatyzacja w Polsce – dużo się o niej mówi i nie powinno to dziwić. Podczas gwałtownych prywatyzacyjnych procesów, jakie mogliśmy obserwować w naszym kraju pod koniec ubiegłego wieku, doszło do wielu nadużyć. Nawet jeśli ktoś nie jest przeciwnikiem prywatyzacji jako takiej, musi przyznać, że warunki, na jakich odbyła się ona w naszym kraju, pozostawiały wiele do życzenia.

Czym jest prywatyzacja?

Prywatyzacją nazywamy proces, w którym państwowy majątek przekazuje się w ręce prywatnych podmiotów. Może się to odbywać w formie transferu lub sprzedaży państwowego majątku. Nie musi to być zjawisko złe z definicji. Ma ono swoje plusy, chociażby takie, że osoby stojące na czele przedsiębiorstwa mają skłonność do sumienniejszego gospodarowania nim, kiedy jest to ich własność. Przedsiębiorstwa państwowe trudniej też dostosowują się do szybko zachodzących na rynkach zmian, a ponadto – ileż razy już to widzieliśmy! – łatwo mogą się stać polem walki o polityczne wpływy.

Niemniej prywatyzacja ma też swoje niewątpliwe słabe strony i wiąże się z pewnymi zagrożeniami. W słabo i średnio rozwiniętych państwach może być ona gwoździem do trumny krajowego przemysłu, bo przetargów nie wygrywają rodzime firmy, lecz bogate zagraniczne koncerny. W przypadku, gdy chodzi o wydobycie surowców czy sektor energetyczny, taka sytuacja może stać się wręcz zagrożeniem dla bezpieczeństwa kraju. Na skutek prywatyzacji podupadają rodzime marki.,/p>

Przeprowadzenie szeroko zakrojonej prywatyzacji jest często stawiane przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy jako warunek udzielenia danemu państwu kredytu. Efektem bywa fala prywatyzacyjna, czyli okres, w którym gospodarka kraju, a przynajmniej duża jej część, ulega dominacji wielkich światowych koncernów. A stąd już tylko krok do sytuacji, w której słabsi i ubożsi padają ofiarą wyzysku ze strony tych najbogatszych.

Jak przebiegała prywatyzacja w Polsce?

Polskę ogarnęła fala prywatyzacji po wydarzeniach związanych z obradami Okrągłego Stołu i wyborami w 1989 roku, czyli wtedy, gdy rozpoczął się okres transformacji wolnorynkowej. Prywatyzacja, zarówno kapitałowa jak i bezpośrednia, a także powszechne uwłaszczenie – to miało być narzędzie, które pozwoli polskiej gospodarce stanąć w szranki ze światową konkurencją.

Lata 90-te XX wieku to okres, gdy dokonano u nas prywatyzacji na największą skalę. W ręce zagranicznych podmiotów dostały się banki (aż około 80% naszego sektora bankowego) i największe polskie firmy, wśród nich nawet te mające na rynku monopol, jak choćby telekomunikacyjny operator.

Problemy z polską prywatyzacją

Z dzisiejszej perspektywy wielu ocenia przemiany tamtego okresu krytycznie, określając ową prywatyzację na szeroką skalę mianem „złodziejskiej”. Choć zwraca się uwagę, że, jak większość złożonych zjawisk, także i tamtejszych procesów nie powinno się oceniać jednoznacznie, przyniosły bowiem również korzyści, nie ulega wątpliwości, że przy tej okazji doszło do wielu nadużyć.

Jednym z prywatyzacyjnych procesów ocenianych dziś dość powszechnie jako negatywne, było uwłaszczenie się nomenklatury komunistycznej. Mowa tu o tysiącach spółek, które pod koniec lat 80-tych byli członkowie PZPR zakładali, przejmując państwowy majątek po zaniżonych cenach, przy wsparciu swoich rodzin oraz partyjnych działaczy i urzędników.

Innym wątpliwym etycznie procederem było żądanie prowizji od inwestorów przejmujących państwowe mienie. W ten sposób pewien procent wartości prywatyzowanego przedsiębiorstwa trafiał na konta biznesmenów, będących w dobrych układach ze światem polskiej polityki, którzy potem w rewanżu wykorzystywali swoje środki do wspierania określonych politycznych partii i konkretnych osób.

Powszechną praktyką było zaniżanie wartości prywatyzowanej firmy. Pomijano na przykład przy wycenie wartość gruntów, na których znajdowało się przedsiębiorstwo. Ponadto inwestorzy wymagali, by w procesie prywatyzacyjnym brały udział firmy doradcze. Z braku takich na rynku polskim, wynajmowano firmy zagraniczne, a koszty ich doradztwa zwykle były naprawdę horrendalne, czasami nawet przekraczające sumy uzyskane ze sprzedaży przedsiębiorstwa.

udostępnij: