Restauracje typu fast-food cieszą się ogromną popularnością na całym świecie, szczególnie te sieciowe typu McDonald’s. Mogą się one różnić między państwami nie tylko oferowanymi daniami, ale także dostawcami, wystrojem, wielkościami porcji i oczywiście cenami. Jakie więc są różnice między polskim a amerykańskim McDonald’s? Czego na pewno nie zjemy w Polsce, a zjemy w USA?
- Porcje i ich wielkość
- Dostawcy surowców
- Polityka cenowa
- Oferta kulinarna
- Organizacja i wygląd lokali
Porcje i ich wielkość
Panuje przekonanie, że porcje amerykańskie są większe niż w Polsce i jest w tym sporo prawdy. W wielu restauracjach w USA, nie tylko typu fast-food, otrzymamy dużo większe porcje niż w naszym kraju. W przypadku McDonald’s można to zauważyć głównie na przykładzie napojów. W Stanach napoje są zdecydowanie większe — różnica objętości sięga nawet 30–40% w stosunku do maksymalnego rozmiaru dostępnego w polskich lokalach. Warto też zwrócić uwagę na napełnianie kubków lodem, które w USA bywa bardziej obfite, co dodatkowo zmienia finalną ilość płynu. Kubki w rozmiarze large w amerykańskim McDonald’s potrafią pomieścić nawet 900 ml, podczas gdy w Polsce maksymalny rozmiar oscyluje wokół 500–600 ml. Podobnie jest z frytkami, ale jedynie tymi dużymi. Porcja jest większa o jakieś 20% w porównaniu z tymi, które można kupić w Polsce. Małe i średnie frytki utrzymują zbliżoną gramaturę, natomiast w USA znacznie częściej klienci wybierają te największe opcje ze względu na przyzwyczajenie do większych porcji i politykę cenową restauracji. Promocje typu „supersize” czy zestawy z dodatkową porcją frytek za niewielką dopłatą wpływają na to, że Amerykanie niemal automatycznie decydują się na większe warianty.
Dostawcy surowców
Od dostawców produktów bez wątpienia zależy jakość, ale i smak potraw. Nic więc dziwnego, że mimo takich samych receptur, konkretne dania mogą smakować w różnych krajach inaczej. Każda restauracja może korzystać ze swoich wybranych dostawców mięs, ziemniaków itp. i da się te różnice wyczuć. W Polsce McDonald’s współpracuje z lokalnymi hodowcami i producentami, co wpływa na świeżość i regionalny charakter składników. W praktyce oznacza to na przykład mięso drobiowe z mazowieckich ferm, bułki z małopolskich piekarni czy ziemniaki uprawiane na Kujawach. Wpływ na smak mogą też mieć przyzwyczajenia mieszkańców oraz odmienne standardy żywieniowe obowiązujące w danym kraju. Niektórzy wyczuwają, że frytki w USA są zrobione ze słodszych ziemniaków i są mocno posolone, kiedy w Polsce smak może być delikatniejszy — wynika to z innego gatunku ziemniaka oraz lokalnych preferencji odnośnie poziomu soli i dodatków smakowych. Amerykańskie frytki często smażone są w oleju zawierającym mieszankę tłuszczów roślinnych, która zapewnia chrupiącą teksturę, ale jednocześnie zwiększa kaloryczność produktu. Słodsze wydają się również napoje gazowane typu Coca-Cola, choć przepis koncentratu jest teoretycznie jednolity; różnica tkwi w jakości wody, sposobie nasycania CO₂ oraz używanym słodziku (w USA często syrop glukozowo-fruktozowy zamiast cukru trzcinowego).
Polityka cenowa
Różnice w cenie są dosyć oczywiste. W Stanach Zjednoczonych zarabia się lepiej, więc i żywność jest droższa w wartościach nominalnych. Nie powinno się tego jednak przeliczać bezpośrednio na złotówki, bo nie oddaje to realnej siły nabywczej konsumentów. Małe frytki kosztują w USA ok. 2 dolary, BigMac ok. 5 dolarów, a zestaw Chicken McNuggets ok. 8 dolarów. Warto jednak pamiętać, że w różnych stanach obowiązuje zróżnicowany podatek od sprzedaży (sales tax), który doliczany jest dopiero przy kasie — w praktyce może to podnieść cenę o kolejne kilka procent. Na przykład w Kalifornii czy Nowym Jorku podatek ten wynosi około 8–10%, co sprawia, że cena wyświetlana na menu nie jest ceną finalną, w przeciwieństwie do Polski. W Polsce natomiast ceny zawierają podatek VAT od razu, a średnia pensja sprawia, że procent dochodu wydany na fast food jest wyższy niż u Amerykanów. Dla przykładu: za BigMaca w Polsce płacimy około 5–6% średniego wynagrodzenia netto, w USA bliżej 2–3%. Ta różnica ma bezpośredni wpływ na częstotliwość wizyt w McDonald’s — w Stanach to standard lunchu w drodze do pracy, w Polsce raczej okazjonalna wizyta w weekendy lub z dziećmi.
Oferta kulinarna
Restauracje McDonald’s mają zróżnicowane menu na całym świecie. Wiąże się to oczywiście z upodobaniami kulinarnymi w konkretnych krajach oraz dostępnością lokalnych składników. W Kanadzie można zamówić kanapkę z grillowanym serem (Grilled Cheese Sandwich) lub frytki zasmażane z serem i sosem poutine — popularnym daniem narodowym. Na Kostaryce w menu pojawia się Gallo Pinto, czyli ryż z fasolą, serwowany na śniadanie. W Nowej Zelandii jest inna odmiana burgera z gotowanym burakiem w środku (Kiwiburger), w Meksyku dodawane jest salsa ze świeżych pomidorów czy smażone bataty. W nadmorskich stanach USA (np. Maine) można nawet zamówić kanapki z homarami (Lobster Roll), które nigdy nie trafiły do europejskich lokali sieci — ta sezonowa propozycja pojawia się w okresie letnim i cieszy się dużą popularnością wśród mieszkańców Nowej Anglii. W Polsce natomiast mamy popularnego WieśMaca, którego nie ma nigdzie indziej, chyba że w zmodyfikowanej wersji — nawiązuje on do regionalnych smaków i marketingu skupionego na lokalności. Burger ten powstał z myślą o konsumentach ceniących polskie produkty i tradycję kulinarną związaną z wiejską kuchnią. Nie brakuje też „udziwnionych” nieco kanapek: we Włoszech można zjeść burgera, w którym zamiast kotleta jest… Nutella (Nutella Burger), a w Japonii pojawiały się wersje z sosem teriyaki czy burgerem krewetkowym (Ebi Filet-O). W Indiach, gdzie duża część społeczeństwa nie spożywa wołowiny ze względów religijnych, menu opiera się głównie na kurczaku, warzywach i produktach mlecznych — spotyka się tam burgery z paneer (ser indyjski) oraz warianty wegańskie z ciecierzycą. W Chinach natomiast oferowano przez pewien czas burgery z mięsem jagnięcym i dodatkiem sezamu, dostosowane do lokalnej palety smaków.
Organizacja i wygląd lokali
Inne różnice to na przykład podawanie dań w określonych godzinach. W Polsce obowiązuje oferta śniadaniowa, która kończy się o konkretnej porze (zazwyczaj 10:30 lub 11:00) i w tych godzinach nie zamówi się nic innego ze standardowej oferty. W amerykańskich McDonald’s natomiast śniadaniowe kanapki można zjeść nawet w porze obiadowej — sieć wprowadziła tzw. All Day Breakfast w wielu lokalizacjach, choć pandemia COVID-19 przyczyniła się do lokalnego zawieszenia tego rozwiązania w niektórych stanach. W efekcie klienci mogą zamówić Egg McMuffin o 15:00, co w polskich restauracjach byłoby niemożliwe. Mimo że McDonald’s to franczyza, wystrój lokali może się trochę między sobą różnić — w Polsce przeważają duże, przestronne wnętrza z PlayPlace dla dzieci, w USA częściej spotyka się nowoczesne McCafé, stoliki z tabletami do zamawiania oraz lokale „express” z ograniczoną liczbą miejsc siedzących. Tego typu lokale często zlokalizowane są w centrach handlowych, na lotniskach czy dworcach kolejowych, gdzie przepływ klientów jest bardzo dynamiczny. Podobnie zresztą jak metraż restauracji. W Polsce przywykliśmy do lokali o dużej powierzchni, w USA natomiast można spotkać się z niewielkimi restauracjami, w których nie ma wiele miejsca na stoliki; z reguły ludzie zamawiają coś i jedzą w biegu, wychodząc z McDonald’s. Tego typu format „grab-and-go” jest typowy dla dużych miast i centrów biznesowych, gdzie kluczowa jest szybkość obsługi, a nie długie postoje przy stole. W Nowym Jorku czy San Francisco normą jest zamówienie posiłku przez okienko drive-thru albo zamówienie mobilne z odbiorem przy ladzie, bez wchodzenia do środka. W Polsce model ten dopiero się rozwija, choć aplikacje mobilne z możliwością płatności online oraz wyboru miejsca parkingowego przy okienku drive-thru zyskują na popularności. Warto też wspomnieć o automatach samoobsługowych — w USA są standardem, często stanowią jedyny sposób zamówienia w godzinach nocnych, gdy kasa tradycyjna jest zamknięta. W Polsce automaty pojawiły się później i nadal traktowane są raczej jako dodatek do obsługi tradycyjnej, choć już w dużych miastach można zauważyć rosnącą liczbę lokali wyposażonych w kilka stanowisk cyfrowych, które umożliwiają personalizację zamówienia i płatność kartą zbliżeniową bez kontaktu z personelem.







