Od 30 kwietnia 2018 roku osoby zakładające działalność gospodarczą lub kontynuujące jej prowadzenie po upływie co najmniej 60 miesięcy od jej zakończenia bądź zawieszenia są zwolnione z obowiązku przystępowania do ubezpieczenia społecznego. Projekt ten nazwany „ulgą na start” jest wciąż dyskutowany i rozpatrywane są jego szkodliwe konsekwencje.
- Prawo do zwolnienia — kto może z niego skorzystać
- Utrata świadczeń i brak ochrony zdrowotnej
- Głosy ekspertów i postulowane zmiany
Prawo do zwolnienia — kto może z niego skorzystać
W założeniach flagowy pomysł rządu miał ułatwić początkującym przedsiębiorcom stawianie pierwszych kroków w biznesie poprzez zmniejszenie obciążeń finansowych związanych z prowadzeniem własnej firmy. To także próba zachęcenia osób, które prowadzą swoje działalności nielegalnie, do zarejestrowania ich bez przymusu płacenia składek na ubezpieczenie społeczne przez pierwszych 6 miesięcy. Program zakłada przyciągnięcie do legalnego obiegu tych przedsiębiorców, którzy dotychczas unikali formalizacji właśnie ze względu na początkowe obciążenia składkowe. Teoretycznie jest to rozwiązanie, które faktycznie może sprawić, że niektórzy postanowią wyjść z tzw. szarej strefy, jednak wiąże się z nim również pewne ryzyko.
Ulga adresowana jest wyłącznie do tych przedsiębiorców, którzy albo w ogóle nie prowadzili wcześniej firmy, albo po zakończeniu lub zawieszeniu działalności upłynęły 60 miesiące. Ta cezura czasowa ma zapobiec nadużyciom polegającym na cyklicznym zamykaniu i otwieraniu firmy w celu powtarzalnego korzystania z przywileju. Mimo wprowadzonych ograniczeń pozostaje pytanie, czy przedsiębiorcy w pełni rozumieją, z jakich zabezpieczeń jednocześnie się zrzekają. Automatyczne objęcie ulgą powoduje, że wielu rozpoczynających działalność nie zdaje sobie sprawy z potencjalnych skutków takiej decyzji.
Utrata świadczeń i brak ochrony zdrowotnej
Oczywistym efektem niepłacenia składek na ubezpieczenie społeczne jest brak możliwości korzystania z publicznej opieki zdrowotnej. Oczywiście może to mieć poważne konsekwencje zdrowotne dla osób, które zdecydują się na skorzystanie z „ulgi na start”, ale nie tylko dla nich. Osoba nieobjęta ubezpieczeniem zdrowotnym NFZ musi finansować każdą wizytę lekarską, diagnostykę i leczenie we własnym zakresie. W przypadku poważniejszego zachorowania wydatki mogą szybko przekroczyć oszczędności uzyskane dzięki zwolnieniu ze składek. Przedsiębiorca, który nie opłaca składek, pozostaje bez dostępu do refundowanych leków, badań specjalistycznych czy hospitalizacji — w sytuacji nagłej wydatki te mogą łatwo sięgnąć kilkunastu tysięcy złotych.
Okazuje się, że jeśli w czasie objętym ulgą osoba nieopłacająca składek ZUS ulegnie śmiertelnemu wypadkowi, to jego rodzina nie otrzyma renty rodzinnej. To szczególnie istotne w sytuacji, gdy przedsiębiorca jest jedynym żywicielem rodziny. Brak świadczeń pośmiertnych może oznaczać nagłą destabilizację finansową najbliższych. Dodatkowo taki przedsiębiorca traci także uprawnienie do zasiłku chorobowego — w razie dłuższej niezdolności do pracy nie otrzyma żadnego wsparcia. Każdy dzień choroby to brak przychodów przy jednoczesnym utrzymaniu stałych kosztów prowadzenia działalności. W praktyce osoba z ulgą jest zdana wyłącznie na własne zasoby finansowe i nie może liczyć na pomoc państwa w sytuacji losowej.
Warto pamiętać, że 6 miesięcy nieoskładkowanych nie podlega zaliczeniu do stażu emerytalnego. Oznacza to, że osoba korzystająca z ulgi traci nie tylko bezpieczeństwo w krótkim okresie, ale również obniża swoje przyszłe świadczenie emerytalne. W dłuższej perspektywie ta utrata może okazać się bardziej dotkliwa niż kwota 183 złotych miesięcznie. Dla młodych przedsiębiorców pół roku nieoskładkowanego może nie wydawać się wielką stratą, jednak przy kumulacji takich luk w karierze zawodowej może znacząco obniżyć wysokość emerytury.
Głosy ekspertów i postulowane zmiany
Osoby krytykujące rządowy pomysł zwracają uwagę na to, że przedsiębiorcy być może nie mają pełnej świadomości konsekwencji, jakie mogą ich spotkać, jeśli zrezygnują z obowiązku płacenia składek na ubezpieczenie społeczne. Ich zdaniem lepszym rozwiązaniem byłoby dokładne informowanie o wysokości tych składek (183 zł) i o możliwych skutkach takiej decyzji. Powinna istnieć obowiązkowa procedura edukacyjna — np. ulotka informacyjna, poradnik lub krótki film instruktażowy — która przedstawiałaby wszystkie ryzyka w jasny, zrozumiały sposób. Taka forma komunikacji mogłaby zwiększyć liczbę przedsiębiorców podejmujących świadomą decyzję o rezygnacji lub kontynuowaniu opłacania składek.
Rozważane jest także wprowadzenie obowiązku złożenia odpowiedniego wniosku do organu rentowego przez osoby, które mimo wszystko chcą skorzystać z przysługującej im ulgi. Taki mechanizm wymusiłby na przedsiębiorcy świadomą, aktywną decyzję, a nie pozostawiał jej domyślną i automatyczną. Obecny system działa na zasadzie opt-out, co w praktyce oznacza, że wielu przedsiębiorców nie zastanawia się nad konsekwencjami rezygnacji. Gdyby trzeba było wniosek aktywnie złożyć, decyzja stałaby się bardziej przemyślana, a osoba zakładająca działalność musiałaby przynajmniej zapoznać się z podstawowymi informacjami o utracie prawa do świadczeń.
Pojawiają się także głosy, by zamiast całkowitego zwolnienia wprowadzić symboliczną składkę, która zapewniłaby przynajmniej minimalną ochronę ubezpieczeniową. Taka formuła mogłaby ograniczyć koszty początkujących przedsiębiorców, a jednocześnie nie pozostawiłaby ich bez zabezpieczenia w razie wypadku losowego. Wariant pośredni — np. składka w wysokości 50–80 złotych miesięcznie — utrzymałby dostęp do podstawowej opieki zdrowotnej oraz prawa do zasiłku chorobowego, zachowując jednocześnie zachętę finansową do legalizacji działalności. Dodatkowo niektórzy eksperci proponują wprowadzenie mechanizmów informacyjnych, które automatycznie przypominałyby przedsiębiorcy o zbliżającym się końcu okresu ulgowego i konieczności przystąpienia do ubezpieczeń.







