czwartek, 14 maja 2026
HotMoney

Co dalej z SK Bankiem? Nie ma chętnych na zakup

Adam Leszkiewicz 2026-04-18 Banki, Inwestowanie, News Możliwość komentowania Co dalej z SK Bankiem? Nie ma chętnych na zakup została wyłączona
stosiki grosiwa

SK Bank, kiedyś lider bankowości spółdzielczej, obecnie stoi pod ścianą. Jeśli ktoś liczył, że ogłoszony niedawno przetarg coś w tym względzie zmieni, to teraz musi spojrzeć prawdzie w oczy – nikogo nie interesuje zakup tej instytucji.

Historia upadku

SK Bank, czyli Spółdzielczy Bank Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie, jeszcze do niedawna naprawdę dobrze prosperował. Pod koniec 2014 roku był największym w Polsce bankiem spółdzielczym, a jego aktywa oficjalnie przekraczały 3,8 mld zł. Dla tej przodującej instytucji z blisko stuletnią tradycją dobre czasy skończyły się gwałtownie – 21 listopada 2015 roku Komisja Nadzoru Finansowego zawiesiła jego działalność, a dwa dni później złożyła wniosek o upadłość.

Skąd taka gwałtowna zmiana? Odpowiedzialność w takich wypadkach zwykle spada na zarząd, któremu wytyka się stworzenie modelu działania opartego o wątpliwe mechanizmy finansowe.

Bank przyjmował od klientów depozyty, oferując wyższe oprocentowanie niż konkurencja, następnie środki te lokowano w kredyty o wysokim oprocentowaniu, przekraczającym 10%. Jednocześnie pobierano od klientów opłaty wpisowe na fundusze SK Banku – te sięgały nawet 12% kwoty kredytu. Oferty kierowano do klientów w trudnej sytuacji, a gdy ci nie radzili soili się ze spłatą, proponowano im nowy kredyt, ponownie pobierając wpisowe. Taki schemat przypomina błędne koło zadłużenia, w którym klient zamiast wyjść z problemów, pogrąża się coraz głębiej. Podobne mechanizmy dotyczyły niespłaconych chwilówek, gdzie zadłużenie narasta przez kolejne zobowiązania.

zobacz także:  Zaginął Piotr Woźniak-Starak, UE gotowa na twardy brexit... - przegląd 19 sierpnia 2019

Przy takiej polityce pozostawało czekać, aż system runie. Gwoździem do trumny okazał się brak rzetelnej sprawozdawczości – rzeczywistą sytuację finansową celowo ukrywano przed nadzorem, co naruszało podstawowe zasady przejrzystości finansowej.

Nieudany przetarg

SK Bank znalazł się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Niegdysiejszy gigant finansowy, obecnie bankrut, został wystawiony na sprzedaż z ceną wywoławczą ustaloną na 200 mln zł. Przetarg okazał się jednak całkowitą klęską.

Syndyk Andrzej Wrzesiński wysłał do kilkudziesięciu banków zaproszenia do składania ofert – zgodnie z prawem nabywcą może być w tym przypadku jedynie inna instytucja bankowa. Zwykła firma czy osoba prywatna pozbawione są takiej możliwości.

Ile spośród tych kilkudziesięciu banków odpowiedziało na wyzwanie? Jeden. Co więcej, odpowiedź ta wyrażała brak zainteresowania ofertą. Żaden bank nie złożył wiążącej propozycji zakupu.

Dlaczego nie było chętnych?

Od początku mało kto liczył, by znalazło się wielu chętnych na zakup przedsiębiorstwa, którego wartość wynosi obecnie niemal dwudziestokrotnie mniej niż w 2014 roku.

Co wobec tego miałoby skłaniać do wzięcia udziału w przetargu? Co mógłby zyskać ewentualny nabywca poza samą marką, która zresztą została mocno nadszarpnięta przez upadłość?

zobacz także:  Upadłość konsumencka 2019 - poprawki, zmiany, nowości w upadłości konsumenckiej w roku 2019

Majątek SK Banku, który przeszedłby w ręce kupującego, obejmuje:

  • nieruchomości i ruchomości
  • środki trwałe
  • wyposażenie placówek
  • roszczenia i należności z udzielonych kredytów

Ze sprzedaży wyłączono natomiast:

  • gotówkę (około 60 mln zł wciąż znajdujących się w posiadaniu banku)
  • część portfela kredytowego przeniesionego na NBP
  • roszczenia wobec Euronetu i Ministerstwa Finansów

Jeśli chodzi o portfel kredytowy, to niemal w całości składają się na niego niespłacane wierzytelności znajdujące się na różnym etapie windykacji – bez gwarancji, że pieniądze te uda się wyegzekwować. Zabezpieczeniem tych kredytów są nieruchomości, problem w tym, że ich wyceny były nierzetelnie zawyżane w stosunku do rzeczywistej wartości rynkowej. Potencjalny nabywca miałby więc do czynienia z aktywami o niepewnej wartości i trudnymi do odzyskania należnościami, co w naturalny sposób odstraszy każdego racjonalnego inwestora. Przypomina to sytuację, w której kupujący płaci za coś, czego rzeczywista wartość może okazać się bliska zeru – mechanizm znany z działań Bankowego Funduszu Gwarancyjnego w przypadku restrukturyzacji zagrożonych instytucji.